schadzki- przeprowadzki

Najukochańsza osoba, ktoś dla kogo spokojnie oddałbyś życie…tak bardzo cierpi. Zaczęło się od jakiś durnowatych przepychanek, małych złośliwości i niezadowolonej miny ze strony macochy mojego Michała. Skończyło się na zabieraniu rzeczy o godzinie 22 i wracaniu z podkulonym ogonem do moich rodziców.
Urządziliśmy sobie przytulny kącik, wszystko było kupione, nawet rzeczy które w sumie teraz, w naszej sytuacji, kiedy Maja jest tak bardzo daleko od nas są nam zbyteczne. Kuchnia była nasza, wymarzona, trochę przekombinowana ale nowoczesna. Wzięta na raty bo byliśmy święcie przekonani że będziemy mieszkać „na dobrej”. Dobra wcale nie była taka dobra jak się okazało.
Wprowadziliśmy się tam 1 maja. 8 maja zaczęłam siać panikę, że nie czuje ruchów. Dopiero 19 urodziłam moja martwą śliczną dziewczynkę, strasznie się kłóciłam z Michałem, wszystko zaczęło się walić po całości, nic nie było takie jak przedtem. Przestaliśmy ze sobą rozmawiać, były tygodnie przez które zamienialiśmy parę zdań. To chore w związku. Któregoś dnia Michał zdecydował się porozmawiać na temat płacenia rachunków. W dużym skrócie: miało być lepiej a było jeszcze 10 razy gorzej.
W końcu mój najważniejszy mężczyzna usłyszał od własnego ojca, że pokrzyżowaliśmy im plany naszą przeprowadzką, że gdyby dziecko było to byłoby inaczej i że ja powinnam wrócić do rodziców. A do wiosny sobie coś  odłożymy to będziemy mogli sobie wynająć jakieś mieszkanie. Jednym słowem wywalono nas na kopach. Mój mężczyzna podjął decyzje, że jeśli Ja to i On. I w ten sposób jesteśmy znów u moich rodziców.
Wiem, że jego to bardzo boli, że znowu musiał wybierać. Że kiedyś musiał między matką a ojcem, a dziś między ojcem a mną. Myślę, że nawet nie wie ile dla mnie znaczy to że podjął taką a nie inną decyzję. Pokazał jak wiele dla niego znaczę.
Boli mnie tylko ten argument: „jakby było dziecko…”
Jedno pytanie: czy to jest nasza wina?! i szczerze? nikomu tego nigdy nie życzyłam, ale oni są pierwszymi osobami które mam na liście „dostań kopa w dupę od życia”, bo szczerze? gówno wiedzą o tym co my czujemy i ile byśmy oddali za to żeby było inaczej. I ośmielają się mówić coś takiego?! Trzeba być zwykłym skurwielem…inaczej nie potrafię tego nazwać.
Może gdyby przeżyli to samo to wreszcie liczyliby się z uczuciami innych osób bo jak na razie to tylko beztrosko żyjące dzieciaczki, które dostały od życia wszystko.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.